Trening na Zalewie Huty przed finałem Sensas Challenge

Zbiornik Huty w Częstochowie będzie areną tegorocznego finału cyklu Sensas Chellange. W teorii łowisko słynie z loteryjności i wymaga od zawodników niezwykłej precyzji oraz finezji. Czy tak jest w praktyce? Postanowiłem to sprawdzić i wspólnie z Arkadiuszem Pawlakiem wybrałem się na krótki przedfinałowy trening.  

 

Huta to miejsce, gdzie Arek stawiał swoje pierwsze wędkarskie kroki, ucząc się podstaw łowienia na tyczkę i odległościówkę. Od jego zawodniczego debiutu mija już jednak 20 lat, a On przez ten czas zdążył zebrać mnóstwo doświadczenia i osiągnął prawdziwie mistrzowski poziom. Jeśli zatem ktokolwiek miałby wprowadzić nas w tajniki tego łowiska, trudno byłoby znaleźć bardziej odpowiednią osobę.

 

Po całonocnej ulewie, Częstochowa przywitała nas pięknym słońcem i porywistym wiatrem. Po krótkim przeglądzie łowiska stwierdziliśmy, że wiatr najmniej będzie nam przeszkadzał na grobli i właśnie tam postanowiliśmy wypakować sprzęt. Ze względu na trudne warunki Arek zaproponował, aby rozłożyć 11-metrowe tyczki i biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe, skupić się właśnie na tej metodzie.

Na Nowej Hucie Arek najczęściej stawia na ciemne mieszanki

 

Na kilkugodzinną sesję nasz gospodarz wymieszał i przetarł 3 paczki ziemi de Somme Sensasa barwionej na czarno, kilogram czarnego Etanga Sensasa oraz kilogram Gardons Etang tego samego producenta. Jak przystało na zadeklarowanego zwolennika atraktorów całość wzbogacił także naturalną wanilią.

Mistrz w akcji

 

Jak twierdzi Arek, ten dodatek nie działa tak mocno jak atraktor, a po prostu wzmacnia naturalny aromat zanęty. Według niego takie dodatki jak atraktory czy barwniki mają ogromne znaczenie podczas nęcenia – nie mniejszą niż odpowiednie przygotowanie robaków i konsystencja zanęty. Uzupełnieniem całości było dodanie pół paczki barwnika w kolorze brązowym, który miał wytworzyć swojego rodzaju chmurę w łowisku.

Podano do stołu...

 

W sumie w kotłach Arka znalazło się 6 litrów gliny i 4 litry zanęty. Oba te składniki Arek zmieszał ze sobą w jedną masę. Mieszanka nie była zbyt tęga i średnio się kleiła, dlatego aby bez przeszkód dotarła do dna Arek dodał do niej także nieco kleju liant a coller. Do mieszanki trafiła również ćwiartka rosyjskiego jokersa i spora garść kasterów. Dlaczego zdecydował się na „ruska”? Dzięki temu wie, że jego robactwo leży na dnie, nie odrywa się od niego i przynajmniej w pierwszej fazie zawodów utrzymuje ryby w jednej strefie.

Wysokiej jakości przynęty to na Nowej Hucie podstawa skutecznego łowienia

 

Huta nie jest łowiskiem płytkim i na większości stanowisk wymaga zastosowania 4-elementowych topów. Przy tej głębokości gramatura zestawu też nie może być zbyt mała. Dlatego na trening Arek przygotował zestawy o wyporności 1 i 1,5 grama. Tłumaczył, że to typowe szybkościowe łowisko, a odpowiednio dobrana, czuła antenka wystarczy by zauważyć każde branie, nawet na dość ciężkim zestawie. Zaciekawiło mnie także obciążenie główne, które Arek przygotował na swoich zestawach. Sam jestem przyzwyczajony do obciążenia bardzo skupionego, z kolei Arek jako główne obciążenie stosuje wianuszek składający się nawet z 10 śrucin. Jak sam przyznał, nie ma na to konkretnego wytłumaczenia, a taki układ stosuje z przyzwyczajenia – jak wiemy, z dużym powodzeniem.

 

Łowimy!

 

Już na samym początku łowienia do siatki Arka wpadło kilka ładnych płotek, a na jego twarzy natychmiast zagościł uśmiech. Nasz gospodarz szybko stwierdził, że dłubanie płotek jest świetną odskocznią po kilku tygodniach spędzonych na łowiskach karpiowych. Tutaj pellet i kukurydzę zastąpił malutki haczyk z jedną lub dwiema ochotkami. Zupełnie inny świat!

 

Skupmy się jednak na tym, co działo się w łowisku. Zauważyłem, że Arek bardzo dokładnie i delikatnie wstawia zestaw do wody. Okazało się, że taka forma prezentacji przynęty owocuje krótszym oczekiwaniem na branie i większą selekcją ryb. Szybko spostrzegłem, że niemal każde niechlujne wstawienie przekładało się na dłuższy przestój i mniejsze płotki. Na Hucie takie detale mają ogromne znaczenie!

I kolejna płotka ląduje w siatce

 

Naszym celem było jednak dołowienie choćby kilku leszczy, które znacznie szybciej budują wagę. Właśnie dlatego dodaliśmy do mieszanki kastery, które uwielbiają miejscowe łopaty. Arek konsekwentnie co kilkanaście minut wyjeżdżał w łowisko mieszanką gliny z zanętą okraszonej właśnie kasterami i jokersem.  Przyniosło to efekt w postaci kilku niewielkich leszczyków, jednak duże ryby tego dnia nie pojawiły się w łowisku.

 

Na szczęście małych i średnich ryb było tego dnia naprawdę mnóstwo. Z upływem czasu płotki i leszczyki podniosły się jednak z dna i zaczęły żerować w toni, co zmusiło Arka do zmiany sposobu donęcania i techniki łowienia.

 

Arek bardzo szybko domoczył swoją mieszankę, niemal na papkę i w takiej formie zaczął donęcać łowisko. Pomyślałem wtedy, że w ten sposób sprowadzi małe ryby, ale myliłem się. Brania wcale nie ustały, a jednocześnie do siatki zaczęły wpadać leszczyki o wadze od 100 do 300 gram. To dało mi dużo do myślenia.

Pomiędzy płotkami trafiały się leszczyki

 

Naszą sesję zakończyliśmy po nieco ponad trzech godzinach. Na szczęście ryby dopisały i Arek miał się czym pochwalić. W siatce znalazło się około 5 kilogramów ryb, a wynik zbudowały przede wszystkim płotki o masie od 30 do 50 gramów. Okrasiło je kilka leszczyków i przyzwoity karaś. Szkoda, że zabrakło bonusów, ale większe ryby potrafią być tutaj bardzo złudne, o czym przekonaliśmy się w ubiegłym roku podczas wiosennych zawodów Sensas Challenge. Po treningu, w czasie którego złowiłem kilkanaście pięknych leszczy, w czasie zawodów musiałem zadowolić się średnimi płotkami.

Po trzech godzinach taki wynik naprawdę cieszy

 

Mam jednak nadzieję, że właśnie takie ryby pojawią się obok płoci podczas Finału Sensas Challenge, który odbędzie się na tym łowisku na początku października. A jak będzie? Zobaczymy. Trzymajcie kciuki!

 

Tekst i zdjęcia: ŁK

Dodał: DF